Co z tego wyszło:
- PoC, zanim ktokolwiek wyda złotówkę na MVP. Ryzyko techniczne nie wychodzi już w trzecim sprincie, z budżetem i deadline’em na karku. Klient nie kupuje obietnicy ze slajdu, tylko widzi coś, co się klika.
- Więcej w tym samym budżecie. Nie dlatego, że piszemy szybciej. Mniej godzin schodzi na powtarzalność, więc zostaje na rzeczy, które przy cięciu zakresu wypadały pierwsze: monitoring, hardening, dopracowany UX, kod, który da się rozwijać przez elastyczne podejście.
- Backendowiec siada do modeli rekomendacyjnych i wyszukiwania wektorowego. QA automatyzuje to, co latami klikał ręcznie. Nikt się tych tematów nie bał, brakowało mocy na kilka wieczorów w coś, co może nie wyjść. Strefa komfortu to zwykle kwestia kosztu wejścia, nie odwagi.
Rzeczy, na które „nigdy nie było czasu”, rozwijamy dziś u siebie. Część z nich stała się czymś, co możemy zaproponować klientom, zamiast czytać o tym w cudzych case studies.
Zastrzeżenie: AI nie wyczuje emocji klienta na callu, nie dopyta „co tak naprawdę chcemy tym rozwiązać?” i nie usłyszy tego, co zostało między wierszami. Technologia nie zastąpi empatii ani odpowiedzialności za decyzje. To wciąż nasza robota, tylko dziś siadamy do rozmowy z biznesem ze świeżą głową i energią, a nie po całym dniu zjedzonym przez klepanie rutynowego kodu.
Masz pomysł, o którym od dawna mówisz „kiedyś to sprawdzimy”? Zwykle to najlepszy moment na PoC. Napisz do nas 👈
